Uważa się że firma Apple wchodząc na rynek e-booków zastosowała dość nietypowe zagranie. Zamiast walczyć z Amazonem niższymi cenami, dała wydawcom wolną rękę w ustalaniu cen swych pozycji. Skończyło się tym, że pozycje oferowane w iBookstore mają rzekomo kosztować 14.99$. Amazon nie chciał być gorszy (a dodatkowo naciskany był przez wydawców którzy pozostali przy Kindle), więc zdecydował że również zaoferuje wyższe ceny e-booków. Na rynku pojawia się konkurencja – więc ceny idą w górę. Paradoks, prawda?

Nie do końca. Dziś mówi się, że cena 14.99$ za elektroniczną książkę to po prostu limit cenowy ustalony przez Apple1. Wydawcy mogą oferować swoje “bestsellery w twardej oprawie” za maksymalnie 12.99 – 14.99$2. Cena ta dotyczy więc tylko tych pozycji i nic nie stoi na przeszkodzie, by inne książki były tańsze. Apple stara się nawet wypracować kompromis, który zagwarantuje niższe ceny książkowych hitów – dla najbardziej popularnych pozycji przewidziane są obniżki (np. z 14.99 do 12.99 lub 9.99$). Przy okazji, już podczas keynote widoczne były pozycje za 7.99$. Myślicie, że na następnej stronie iBookstore mogą kryć się e-booki za 5.99$?
#socialPaweł Nowak: to ja dodam, bo już mi to leży w notatniku za długo na osobny post: firmy wydające muzykę wymusiły na Apple możliwość podniesienia ceny na nowości, przy równoczesnym obniżeniu ceny na starsze tytuły. Wytwórnie wojowały z 99 centami za piosenkę, które wprowadziło Apple wiele lat wcześniej. W efekcie zmian, jakie udało im się wywalczyć (ceny od 69 centów do $1.29), sprzedaż muzyki w iTunes… spadła. Myślę, że wydawcy książek i prasy, nauczeni przykładem rynku muzycznego, nie będą tak bardzo się buntować przed cenami proponowanymi przez Apple.
Moja książka kosztuje nieco ponad 15 dolarów w tej chwili. Jeśli wydał bym ją na iPadzie, czyli odjął koszty druku, wysyłki, itd., a jednocześnie uwzględnił podział zysków z Apple 30/70 i chciał dalej zarobić tyle samo, mógłbym zaoferować ją za dziesięć.