Od prezentacji iPada w zeszłą środę ponownie w internecie wybuchła dyskusja na temat braku obsługi Flasha przez Apple. Pierwszy był iPhone, później niejako iPod touch a teraz iPad zamiast jakichkolwiek flashowych dodatków wyświetla tylko niebieskie pudełko ze znakiem zapytania.
Kilka lat temu, kiedy na tapecie był iPhone i jego „niebieskie pudełka” pytanie brzmiało, czy Apple nie chce flasha na iPhone OS, czy Adobe nie jest w stanie/nie chce go przygotować. Steve Jobs zapytany bezpośrednio o brak wsparcia flasha dla iPhone, odpowiedział wtedy, że ta technologia jest zbyt wymagająca dla słabych sprzętowo urządzeń jak iPhone. Z kolei Adobe w tym samym okresie wysyłało w świat sygnały, że pracuje nad Flashplayerem dla iPhone oraz, że ruch odnośnie wprowadzenia tej technologii należy ostatecznie do Apple.
I o ile jeszcze komunikaty Adobe odnośnie flasha były zapewne wysyłane w dobrej wierze, to wypowiedzi Jobsa z tego okresu było tylko PR-owym wybiegiem i dziś wiemy ile z tego wynikło.
Wśród zwolenników idei Flashplayera dla iPhone przeważały dwa usprawiedliwienia dla pojawiania się tego dodatku:
- Bardzo dużo stron internetowych przygotowanych przy użyciu flasha
- Niemal wszystkie filmy video w sieci były dostępne w ten sposób.
Niestety dla zwolenników Flashplayera odpowiedzi na oba stwierdzenia udzielił sam rynek:
- Jeśli strona internetowa ma przynosić zyski, musi być dostępna dla wszystkich odwiedzających. Z tego powodu istotne strony www wykonane w całości lub części przy użyciu flasha, mają teraz także wersje wykonane w HTML.1
- Odnośnie filmów pierwszym krokiem w kierunku wykluczenia flasha był YouTube, który przekonwertował swoje filmy do formatu natywnego na iPhone, tj. H.264. Kiedy największa platforma filmów online na świecie stała się dostępna dla użytkowników iPhone, inne serwisy ustawiły się w rządku i dziś mało który nie ma wersji w H.264.
Ostatecznie w ciągu ostatnich kilku lat udział Flashplayera w światowym rynku maleje. Nie mam oficjalnych danych, bo Adobe samo się tym nie pochwali raczej, ale jako przykład weźmy choćby sobotni post na stronie Lifehacker.com: autorka przeanalizowała obecność Flashplayera w przeglądarkach czytelników strony (39 miliony odwiedzin miesięcznie) i przygotowała ten piękny wykres:
Post na lifehacker.com był zainspirowany tym wpisem Johna Grubera na Twitterze, w którym stwierdził, że 32.38% czytelników jego bloga nie ma Flashplayera (lub ma go zablokowanego; np. za pomocą ClickToFlash). Rzut oka do statystyk Apple Blog potwierdza te dane: w pierwszym miesiącu 2010 roku 33.63% spośród was nie miało na pokładzie dodatku Adobe.
W tej chwili YouTube i inni duzi gracze na rynku testują alternatywę dla Flashplayera w postaci tagu video i HTML5. Może się więc okazać, że już za kilka miesięcy użytkownicy będą mieć alternatywę do Flashplayera i większość video w sieci będą mogli zobaczyć w formacie QuickTime H.264. To, plus dedykowane sklepy z grami i programami na iPhone OS, Androida i Windows 7, jeszcze bardziej zmniejszy globalne wykorzystanie flasha.
Dla mnie brak Flashplayera u coraz większej rzeszy użytkowników oznacza płynniejsze działanie stron www przygotowanych bez tej technologii, „chłodniejsze” odtwarzanie video, ciekawe gry i programy w mobilnych sklepach i brak większość reklam.2
I nieco przewrotne pytanie na koniec tego wpisu: dlaczego was cieszy brak flasha na iPhone/iPadzie?
- Właśnie o tym aspekcie zapomniał Lee Brimelow pisząc na blogu co się stanie, jeśli odwiedzimy 12 popularnych stron www na iPadzie. Dość szybko jego niewiedza została skorygowana: 10 z 12 wybranych przez niego stron ma wersję bez flasha… (↩)
- Na Apple Blog preferowane są reklamy statyczne, które nie przeszkadzają wam podczas czytania. Jeśli pojawia się już jakiś flash, reklamodawca robi to na własne ryzyko i po zaznaczeniu z mojej strony, że reklama nie dotrze do wszystkich czytelników… (↩)