Kiedy debiutował iPhone, ciężko było go bronić. Można było oberwać kolokwializmem, albo otrzymać plakietkę fanboya – i to na lata. Drwiny i kpiny końca nie miały. Nie było przecież wiadomości MMS, nie można było wymienić baterii, jeden przycisk, itd.
Dziś krytyka dotykająca iPada ma właściwie te same podstawy. Antypromocję szerzą osoby, dla których liczy się to, czego iPad nie ma, a nie to co ma lub mieć będzie. Niewymienna bateria nadal przeszkadza niektórym na tyle, że sama w sobie pozwala niemal na prorokowanie klapy. Brak “pełnego” systemu operacyjnego to oczywiście brak możliwości grzebania1 dla użytkowników zaawansowanych. Ogółem, iPad to kolejna zabawka, czyste rozczarowanie. Dla malkontentów jest to niemal stuprocentowa powtórka z rozrywki sprzed lat.

Różnica jest taka, że nie trzeba dziś bronić iPhone’a. Jego wady, tak mocno krytykowane, po prostu nikomu nie przeszkadzają2. Pod względem zadowolenia użytkowników, iPhone bije wszelkie rekordy. Pisałem już o tym wcześniej – 91% osób jest w pełni usatysfakcjonowanych. Zaledwie 3% nie jest. Gdyby ktoś nie został wtedy przekonany, to właśnie ukazało się kolejne badanie “poziomu zadowolenia klientów”. Wynik, nawet lepszy – 92% zadowolonych. W skrócie:
Astronomicznie wysokie zadowolenie z iPhone’a.
Wcześniej też było astronomicznie wysoko. Po co więc komentować i bronić iPada przed dokładnie taką samą krytyką, która kilka lat temu uderzała w iPhone? Zaczekajmy na badanie “zadowolenia klientów”, które tak naprawdę wyjaśni wszystkim czy wady są wadami. Jeśli jednak Apple popełnia te same “błędy” i miałbym na tej podstawie ocenić przyszłość iPada – to będzie on kolejnym urządzeniem, z którego użytkownicy będą po prostu zadowoleni. Astronomicznie zadowoleni.