Od 22 lokalnego czasu, przez prawie trzy godziny ogień trawił jeden z budynków w siedzibie Apple w Kalifornii. Ogień pojawił się na parterze dwukondygnacyjnego budynku i po chwili sięgał już dachu. Budynek, który poszedł z dymem byłe jednym z sześciu w tej części kampusu Apple1.

Relacja video na stronie CBS5.
Wiadomo już na pewno, że nikt nie został ranny, więc pora zacząć się zastanawiać a) kto podłożył ogień i b) czy przyszłe generacje komputerów, iPhone i iPodów nie poszły z dymem. Pozostaje mieć nadzieje, że mieli włączone Time Machine…
Poprawka na “Apple”: heh skoro nikomu się nic nie stało, to można spokojnie sobie już żartować, tak? W relacjach z pożaru można usłyszeć, że ogień pojawił się najpierw na parterze i to właśnie wtedy przyjechali strażacy. Dlaczego zatem spaliło się wszystko aż po dach, skoro na miejscu było pół tuzina zastępów? Prawdopodobnie musieli poczekać na przyjazd Jobsa i osobistą inspekcję palących się pomieszczeń. Dopiero kiedy dostali “A-OK”, to mogli wejść posprzątać :)
Pożar także rodzi pytania, jak to się stało, że wewnętrzny wywiad Apple (iNtelligence™) nie wiedział o planach podłożenia ognia?
- Przy okazji konkurs (bez nagrody): znajdź i podaj link w komentarzach do tego miejsca na świecie, które jest przedstawione na ikonie Map w iPhone.
(↩)