Jacek Artymiuk, czyli pogromca iPhona i podróżnik w jednym, dzieli się na łamach Antyweb z czytelnikami przydługim wpisem na temat spotkania wydawców prasowych i ich dyskusji o „problemie z Apple” (po przykrywką rozmów o m-prasie ogólnie).
Problem: Apple zabiera 30% zysku ze sprzedaży prasy na iPadzie.
Jacek sugeruje rozwiązanie problemu:
(…) mogliby opracować i wypromować własny czytnik. Zestaw deweloperski do e-ink kosztuje grosze i nie brakuje na rynku programistów gotowych napisać odpowiednie oprogramowanie. Na co więc czekają? Świat wchłania setki marnych urządzeń produkowanych przez chińczyków, na pewno znajdzie się miejsce na dobrze zaprojektowany czytnik a może nawet tablet?
(Kto się śmieje razem ze mną?) Jeśli mnie przeczucie nie myli, to klienci chcą teraz super-super-full-color-10″-multitasking-photos-movies tabletów, z których da się wycisnąć takie soki, że czytelnik będzie kwiczał. A nie e-inków, które owszem super do czytania książek, ale na tym kończy się lista ich zalet.
Wszystko sprowadza się tak na prawdę do jednego: wydawcy prasowi mają nóż na gardle, więc szukają możliwości dotarcia do czytelników na nowe sposoby.
Wymyślili, że skoro będą publikować się na iPadach to odpada im koszt druku, dystrybucji, ludzi, prowizji dla kiosków, zwrotów, materiałów, itd. Jeśli chodzi o druk, mało który wydawca coś zarabia na samym papierze – zyski pochodzą z reklam. Na tabletach, bez dodatkowych kosztów, wydawcy zrobili się lekko wilgotni1 na myśl o 100% pieniędzy z okładkowej ceny.
Tymczasem jeden z drugim producent tabletów mówi teraz, że będzie pobierał opłatę za sprzedaż na swoim urządzeniu.2 Wydawcy najwyraźniej zapomnieli już, że do niedawna tracili na druku, a teraz ktoś im daje niewiarygodną możliwość na przetrwanie i jeszcze 70% z okładkowej ceny!
Cokolwiek by nie wymyślili wydawcy, prasa w sensie papier, jest martwa. Pora narysować grubą czarną linię na tym co było i zacząć dbać o tego klienta, który jeszcze w ogóle chce czytać cokolwiek (według ostatnich badać ponad połowa Polaków nie miała w 2010 roku książki w rękach i się do tego przyznają z dumą…).
- W sensie, że na ustach… (↩)
- Co nie do końca jest prawdą, bo według ostatniego komunikatu Apple klient który „przyjdzie” do aplikacji ze strony wydawcy, jest klientem wydawcy i ten zarabia na nim 100%. (↩)














