Mój pierwszy Mac

Przeskocz do:

Apple Blog.pl

7.01
Sześć miliardów paparazzi

Autorem felietonu poniżej jest Piotr Chyliński – człowiek odpowiedzialny za polonizację wielu makowych programów i edukację nieuków na kilku forach internetowych i listach dyskusyjnych (w tym mnie :)).

Zapraszam do czytania i komentowania!


Na przełomie XVIII i XIX stulecia żył sobie w Anglii Jeremy Bentham. Ów filozof i reformator wpadł na pomysł więzienia idealnego, w którym jeden strażnik mógłby kontrolować teoretycznie dowolną liczbę więźniów. W jaki sposób? Tak prosty, że aż genialny. Wystarczy, aby więźniowie nie wiedzieli, czy i kiedy są obserwowani. Wystarczy, aby nie widzieli strażnika, sami będąc doskonale widoczni. W takim więzieniu byliby strażnikami sami dla siebie. Bentham nazwał swój projekt Panoptikum i nie mogę się pozbyć myśli o jego pomyśle, kiedy patrzę na nową wersję iPhoto.

Na pierwszy rzut oka nowe funkcje iPhoto ‘09 mogą powodować ekscytację. Rozpoznawanie twarzy wydaje się być wspaniałą technologią. Powiedzcie programowi, że ten facet to Heidi, a za chwilę zobaczycie wszystkie zdjęcia ze swojej biblioteki, na których jestem widoczny. A może wasz aparat obsługuje również GPS? To jeszcze dowiecie się, gdzie i kiedy przebywałem w chwili zrobienia danego zdjęcia. Klik, klik i oto wszystkie zdjęcia Heidiego z Pro Series w ubiegłym roku. Albo z ostatniego MacPikniku. A ten facet obok Heidiego to chyba autor AppleBloga? Klik, klik i oto wszystkie zdjęcia Pawła Nowaka. O! Wakacje spędził w Chorwacji. Wspaniałe ułatwienie wyszukiwania i zarządzania zdjęciami, prawda? Prawda, ale tylko do momentu, kiedy tak opisane zdjęcia nie znajdą się w sieci.

Zastanawialiście się kiedyś, co jest najtrudniejszym zadaniem w wyszukiwaniu informacji o czymś lub o kimś? Najtrudniejsze jest znalezienie wzorca, dowiedzenie się, czego szukać. Dzięki iPhoto ’09, ale też innym programom, na przykład wydanej wczoraj Picassie, Internet stanie się pełen takich wzorców dotyczących osób. Będzie zbiorem uwiecznionych przez różnych ludzi i w różnych okolicznościach twarzy. W sumie jest nim już teraz, ale przestaną to być twarze anonimowe. Dzięki słowom kluczowym będą opisane imieniem i nazwiskiem. Oczywiście powiecie, iż będziecie się pilnowali, nie będziecie publikowali w pełni opisanych zdjęć. Nie szkodzi. Wystarczy jedna znajoma osoba, która opublikuje wasze zdjęcie z informacją o was. Jedna.

Nagle może się okazać, że wszyscy staniemy się nieświadomymi swojej roli paparazzi. Przypadkowo sfotografowana przez nas osoba będzie mogła być z łatwością rozpoznana, bo ktoś inny umieścił w sieci wzorzec jej twarzy. Zdjęcie powie gdzie, kiedy i z kim była. Różne firmy, urzędy i agencje pewnie zacierają ręce z uciechy. Nie muszą już się martwić o to, skąd wezmą informacje o nas, ponieważ sami ich dostarczymy. Gdy zechcą dowiedzieć się jak często i dokąd podróżujemy, po prostu zajrzą do Internetu. Gdy zechcą dowiedzieć się z kim się przyjaźnimy, po prostu zajrzą do Internetu. Gdy zechcą dowiedzieć się co lubimy, po prostu zajrzą do Internetu. Gdy zechcą dowiedzieć się…

Mam świadomość tego, że moje słowa brzmią jak teoria spiskowa rodem z Archiwum X. Ale zastanówcie się czy wiecie, czy możecie mieć pewność kto przegląda wasze zdjęcia? Czy wiecie co zrobi z uzyskanymi dzięki nim informacjami? Może to będzie firma marketingowa, badająca gust potencjalnych klientów, może urząd skarbowy kontrolujący wydatki, może oszust szukający potencjalnych ofiar. A może przyjaciel z lat dzieciństwa, który dzięki temu odnajdzie was po latach. Rozpoznawanie twarzy to tylko narzędzie i skutki jego użycia, jak zawsze, zależeć będą od intencji człowieka posługującego się programem. Dlatego nie namawiam nikogo, aby rezygnował z tego, co Apple oferuje w nowym iPhoto. Namawiam was do zachowania ostrożności i nie rzucania się w wir zabawy bez chwili refleksji.

„Jeżeli nie ma cię w Google, nie istniejesz”. W myśl tego bon motu i dzięki nowym funkcjom iPhoto każdy z nas zacznie istnieć pełnią wirtualnego życia, a do tego jako osoba zupełnie publiczna. Nie wierzycie? To uwierzcie. Szczerze radzę.

18 komentarzy do tego tekstu

  1. PanSowa

    No zapewne Michel Foucault zaciera teraz ręce. W końcu czerpał też z idei panoptyzmu. Ale to chyba po prostu jeden z etapów tego co Heidi ujął w sentencji „Jeżeli nie ma cię w Google, nie istniejesz”. Bo jak to gdzieś kiedyś przeczytałem – ‘Ten z was kto ani razu nie szukał siebie w Google niech pierwszy rzuci kamieniem’.
    pozdrawiam

  2. byte

    Nie bardzo wiem do czego zmierza autor. Po primo to jeszcze nikt nie wie jak dobrze/źle działa rozpoznawanie twarzy (pamiętamy jak szybko ładowały się strony w mobilnym Safari na japkowych reklamówkach, po czym człowiek sobie kupi takie urządzenie i ni cholery nie może powtórzyć tego fenomenu). Po secundo, jeśli działa dobrze, to co? To działa. Co mamy z tym zrobić? Zbojkotować? Nie używać? Apage?

    Jak zaczynały jeździć pierwsze pociągi, to obawiano się, że krowy przestaną mleko dawać. Jak zaczęły latać pierwsze samoloty, to w USA farmerzy sądzili się z rządem o kurczaki, które ze strachu zabijały się o ogrodzenie. Jak Apple wprowadził rozpoznawanie twarzy, to zaczynamy trząść portkami o prywatność – widocznie mamy złudzenie, że coś takiego jeszcze w przyrodzie występuje.

    Moje zdanie – przeżyjemy. W górę serca!

  3. S.Ł.

    Ludzie dzielą się na dwie kategorie: ci, którzy mają konta na NK i ci, którzy ich nie mają. Tych drugich nie cieszy nowa funkcja w iPhoto. Naprawdę.

  4. Norman

    No coz, w skali lokalnej, odnosnie ostatniego akapitu, istnieje juz duza grupa Polakow na naszej-klasia – ze wzorcami wlacznie :]
    I wiekszosc z tych ludzi chyba ma gdzies, czy stana sie latwym narzedziem dla firm badajacych rynek etc. Ale bez wzgledu na ich swiadomosc tego zagrozenia, jezeli umiescili zdjecie na naszej-klasie, praktycznie zrobili to samo, co stanowi powod refleksji Pana Piotra w iPhoto (vide “wzorzec” – nie lokalizacja). :]

  5. edi15ta

    Bardzo dobry tekst. Agencje wywiadowcze juz zacieraja rece.

  6. avai

    Cały problem w tym że nie jesteśmy w stanie kontrolować informacji na nasz temat. To nie my umieszczamy nasze zdjęcie ale ktoś o kogo istnieniu nawet możemy nie wiedzieć. Rozpoznawanie jest dostępne tylko w ramach naszego konta i naszych informacji ale już google ma dostęp do wszystkich. To dla nich kolejne źródło informacji. Nawet nie możemy zażądać usunięcia takich informacji.

    Ciekawi mnie czy eksperymentują z identyfikacją osób na podstawie tego jak piszemy. Mając dostęp np. do bloga można stworzyć profil określający pewne charakterystyczne cechy pisanych przez nas tekstów. Potem w oparci o ten profil można identyfikować autorów “anonimowych” wpisów. I to nie jest żadna kosmiczna technologia ale coś co w kryminalistyce istnieje już od dość dawna.

    Tak czy inaczej będzie fajnie.

  7. Rafał

    naprawdę sądzicie, że ta technologia urodziła się wczoraj a Apple jako pierwsze ją zaimplementowało? Możecie być pewni, że sieć od dawna jest przeszukiwana właśnie w taki sposób. Jeśli pamiętacie słynny pokaz Ziobry, z hotelem Mariott w roli głównej – tam też pokazano możliwości softu będącego w dyspozycji służb.

  8. makojad

    Ciekawy tekst i świetny tytuł, ale ostatnie zdania “Nie wierzycie? To uwierzcie. Szczerze radzę.” świadczą o jednak nieco małostkowym i bojaźliwym podejściu do człowieka i wolności. Myślę, że wartością jest raczej by ludzie uwierzyli, że nie na “istnieniu w Google” życie się opiera, a rozpoznawanie twarzy nie jest demonicznym narzędziem, choć oczywiście może być wykorzystane przez ludzi o mniej szlachetnych intencjach.
    Moim zdaniem, zamiast straszyć technologią, która przecież sama w sobienie jest zagrożeniem i ma służyć, trzeba raczej uświadamiać jak pozytywnie z niej korzystać. Już teraz, bez nowego iPhoto, miliony ludzi wystawia swoje twarze, a czasem swoją całą prywatność na publiczny widok Naszej Klasy, Facebook’a, Twittera czy Flickr’a.
    Widać, czasem nazbyt jaskrawo, że problem “kultury paparazzi” nie dotyczy samej technologii, dotyczy zaś ludzi – tych którzy zarządzają technologią i ją stosują oraz przede wszystkim tych, którzy z niej korzystają. Nadużycia były, są i będą obecne, zaś najlepszym sposobem na ich uniknięcie na poziomie użytkownika (bo oczywiście potrzebne są także określone systemowe rozwiązania) jest świadomość. Taka świadomość, by można było powiedzieć “istnieję, więc korzystam (rozsądnie) z technologii”, zamiast “korzystam z technologii, więc jestem ofiarą nadużyć”.

  9. Norman

    avai, malo tego, juz kilka lat temu (5 albo 6) czytalem o technologii chroniacej prze hakerami, ktora badala styl pisania (odstepy miedzy nacisnieciami klawiszy, momenty wcisniecia tabulatora, ruchy myszka po ekranie etc.) uzytkownika, a w razie odstepstw od tego schematu blokowala tymczasowo konto i informowala uzytkownika przez ustalony wczesniej kanal…

  10. Luke

    Jest jeszcze druga strona medalu. No dobra niech firmy marketingowe i badające rynek naprawdę korzystają z takich wzorców i narzędzi. Jaki tego będzie wynik – produkty lepiej dostosowane do potrzeba konsumenta – STRASZNE!

  11. Heidi

    Tak, to wszystko o czym napisano w komentarzach to prawda i dałem temu wyraz w felietonie: „(…) nie namawiam nikogo, aby rezygnował z tego, co Apple oferuje w nowym iPhoto. Namawiam was do zachowania ostrożności i nie rzucania się w wir zabawy bez chwili refleksji”. Bo właśnie braku refleksji obawiam się najbardziej. Nowe technologie niezwykle ułatwiają odkrywanie swojej prywatności, ubierając to w chwytliwe hasło „Pokaż się światu”. I niech będzie, pewnie sporo osób potrzebuje takiej odmiany ekshibicjonizmu. Problemem jest jednak fakt, że przy okazji bardzo często dokonuje się odsłanianie prywatności osób postronnych. Czy ktoś, kto chce pokazać światu całego siebie w najdrobniejszych szczegółach, wpadnie na pomysł, że osoby występujące z nim na zdjęciach wcale nie mają ochoty aż tak się upubliczniać? W ten sposób tracimy kontrolę nad tym, co będzie ujawnione, a co pozostanie w sferze prywatności. Przestajemy być jedynymi dysponentami swojej prywatności, do której zalicza się również nasz wizerunek.
    Owszem, na koniec i tak to wszystko sprowadza się do świadomości użytkownika. Ale czy tę świadomość uzyska, jeżeli nie zastanowi się nad skutkami, chociażby potencjalnymi, swojego działania?

  12. mihpl

    generalnie fajny tekst. jeżeli chodzi o firmy, instytucje, agencje itp. to wydaje mi się, że mogą bardzo łatwo dowiedzieć się niemalże wszystkiego, każdy z nas ma komórkę która loguje się na nadajniki (można określić położenie), podejrzewam, że karty kredytowe, nr rach. bankowych też mogą dużo powiedzieć (co kupujemy, w jakich pubach, restauracjach bywamy itp) ;-) i generalnie mam to w nosie, nie uciekniemy od tego,
    nie podoba mi się jednak, że taką możliwość daje się kowalskiemu mieszkającemu blok obok, który wpisując moje imię nazwisko w siągu 0.00002323 sekundy dostanie na googlach wszystkie zdjęcia znajdujące się w sieci

  13. arsaghar

    Ziew … ziew …

  14. tobiks

    jest to troszkę przytłaczające, ale i tak “dzięki” wielkiej polityce wszystko zmierza do jak największej kontroli mas (czyli ludzi takich jak my), lepiej o tym nie myśleć, bo jak będziemy brnąć, odkrywać i przecierać oczy, to można tylko być sfrustrowanym i i tak na nic nam to… :)

    dla uzytkownika rozpoznawanie twarzy fajne, na uzytek prywatny, ciekawe jak w praktyce dziala np. jak z profilu, czy przy ciemnych zdjęciach, albo jak jest mała rozdzielczość…

  15. Michał

    Kontroler biletów prosząc mnie o legitymację upoważniającą do zniżki też wie, jak wyglądam i jak się nazywam. Co więcej – wie, gdzie się uczę!
    Sprzedawca w sklepie po otrzymaniu ode mnie karty płatniczej wie, jak wyglądam i jak się nazywam i nawet wie, co kupuję i za ile!
    Najlepiej zaszyć się w hermetycznym kokonie.
    Zdala od złych do szpiku kości obcych ludzi.
    Wszyscy naokoło niestrudzenie poszukują o Was informacji. Robią to “tajne służby”, policja, ale przede wszystkim marsjanie.
    Nie wierzycie? To uwierzcie :D

  16. herbu

    zło w sprayu, jak to mówią czasem…
    tekst p. Piotra + seans z filmem Zaitgeist, gwarancja spojrzenia na świat z niepokojem gwarantowana.
    niestety wizja bardzo realna :(

  17. CoSTa

    Aj waj, straszne!

    A tak serio – znów wyważanie drzwi dawno już otwartych? Ludzie, prywatność w sieci nie istnieje i nigdy nie istniała. Pierwsze co obmyślano to narzędzia w stylu finger czy inne whois. Wraz z postępem technologii mamy tylko przyrost gromadzonych danych. Tak było od zawsze i tak zawsze będzie. A mimo to jakoś świat się kula. Jako prawi Byte – przeżyjemy. Nie mamy innego wyjścia – dzień kazdego z nas można odtworzyć z dokładnością prawie że co do minuty. Dane z komórek, kart, logi z serwerów, z którymi się łączymy… Kwestia jak definiujemy prywatność. Udzielając się w globalnej sieci robi się dokładnie to, co nazwa wskazuje – się udziela. Idąc do knajpy też się udzielam, poznaję tam ludzi, oni dowiadują się czegoś o mnie, ja dowiaduję się o nich, nawiązujemy kontakt, pogadamy o pierdołach a gdy się popijemy – o czymś ważniejszym. Co w tym złego? A co złego jest w robieniu dokładnie tego samego tyle że za pomocą sieci? Bez jaj…

  18. Heidi

    Różnica polega na tym, że idąc do knajpy kontrolujesz co i komu powiesz na swój temat. W sieci idzie to w kierunku utraty tej kontroli. Nawet nie będziesz wiedział, kto Cię sprawdza i kiedy. Stąd właśnie skojarzenie z Panoptikonem.

Może Cię także zainteresować: