Mam wrażenie, że pisałem już na ten temat za dużo razy – kwestia sklepu z aplikacjami dla OS X, działającego podobnie jak AppStore dla iPhone, powraca co jakiś czas jak dobry bumerang.
Tym razem powodem powrotu tego tematu jest samo Apple. Firma obniżyła cenę wejścia do programu deweloperskiego dla OS X do 99 dolarów, czyli do tego samego poziomu, co program deweloperski iPhone OS.

Wcześniej kwoty przyłączenia się do programu wynosiły:
- 199 dolarów – comiesięczny newsletter
- 499 dolarów – za Select Membership (zniżki na sprzęt, dostęp do SDK, pomocy, filmów, dokumentacji, itp.
- 3499 dolarów – to samo co w Select Membership + wejściówka na WWDC i dostęp do wczesnych wersji systemów i oprogramowania Apple
Taki ruch ze strony Apple na pewno pomoże w otwarciu programu dla większej liczby osób. Ja już w tej chwili się zapisałem, więc czuję, że ADC przeżyje w nadchodzących dniach zalew zgłoszeń.
Dołączenie do niedrogiego programu iPhone Developer Program pozwala – poza dostępem do pomocniczych materiałów – publikować aplikacje w AppStore. Jeśli cena programu jest jakimkolwiek wyznacznikiem, Apple może przygotowywać bazę użytkowników dla makowego odpowiednika AppStore.
Przez chwilę pofantazjujmy i zobaczmy jak wygląda w tej chwili dystrybucja makowego oprogramowania i jak mogła by wyglądać przez AppStore:
- Hosting plików – w tej chwili każdy deweloper piszący aplikację na Maka musi spakować ją do pliku .zip lub .dmg i wystawić do pobrania jako trial w sieci. Najtańszy w miarę rozsądny pakiet hostingowy na zachodzie kosztuje 8-9 dolarów miesięcznie (minimalnie 96 dolarów rocznie).
W przypadku AppStore hostingiem zajmuje się Apple i dewelopera to nic nie obchodzi. - Obsługa płatności – w tej chwili sprzedając oprogramowanie trzeba być otwartym na wszelkie możliwości płatności przez użytkowników. PayPal i autoryzacja kart to podstawa. Można skorzystać z pomocy sklepów jak eSellerate czy Kagi, jednak założymy najtańszą wersję – tylko PayPal. W zależności od obrotów prowizja PayPal waha się między 2.9% (obroty do 3 tys. dolarów) a 1.9% jeśli macie obrót większy niż 100 tys. dolarów. Zakładamy, że macie, więc rocznie oddajecie do serwisu 1900 dolarów.
W AppStore w tej chwili prowizja wynosi 30%, więc przy obrotach 100 tys. dolarów oddawalibyście 30 tys. Jednak jeśli makowy AppStore ma być jakkolwiek konkurencyjny dla autorów oprogramowania, Apple będzie musiało zrezygnować z tak dużej prowizji. Myślę, że 3-5% jest rozsądną kwotą. - Reklama programu – tutaj pochłaniane są bardzo duże środki. Nie chodzi tylko o ew. kupno reklam, które są tanie lub drogie i czasem ciężko ocenić ich efektywność, ale przede wszystkim na czas, jaki trzeba poświęcić na rozsyłanie informacji o swoim produkcie.
W AppStore reklamować się jest trudno – wybór aplikacji do wyświetlenia na stronie głównej sklepu jest dokonywany przez Apple (niezależnie) ani nie można wykupić miejsca. Jedyne co pozostaje to pracować nad swoim programem, aby komentarze mówiły za niego. - Weryfikacja licencji – mało kto pamięta o tym fragmencie łańcuszka, ale zanim aplikacja trafi od sprzedającego do kupującego, ten pierwszy musi w jakiś sposób udzielić drugiemu prawa do jej używania. Tutaj na szczęście systemy są darmowe i w miarę jasne, więc da się je zaimplementować.
W AppStore tematem zajmuje się Apple.
Jak widać, korzyści jest kilka, choćby ułatwione wejście na rynek. Są także wady, jak – w tej chwili nieznana – duża prowizja Apple i utrudniona promocja.
Apple, aby zrobić sklep z aplikacjami dobrze, musiało by porzucić iTunes i zrobić jego wersję online. Dla aplikacji na komputery nie ma potrzeby integracji z iTunes, więc można by zakupione programy pobierać jako pliki na dysk. Ew. obie opcje mogą pracować równolegle, jeśli będą dostarczać dokładnie taki sam poziom usług.
Już w tej chwili w internecie dostępne są podobne produkty – choćby opisywany kiedyś program Bodega, który ma obecnie kilka tysięcy aplikacji w ofercie.