Autorem poniższej recenzji jest Asia Traciak, bo ma większe doświadczenie w Simsach niż ja (ja mam zerowe). Dzięki temu macie porównanie z poprzednimi wersjami i wymienionwe nowości, czego ja bym nie był w stanie zrobić. Choć oczywiście nie oparłem się możliwości pogrania i – jak powiedziała Asia – „nie można na to patrzeć”. Mój zawodnik mył kulturalni zęby, ale zapomniał zjeść śniadania (coś jak ja), miał wypasiony dom, ale daleko do pracy (ale za to jaki widok!), itd. Zapraszam do lektury i oddaję pola Asi.
Nie wiem, co bardziej przyciąga mnie do tej gry: możliwość sterowania ludźmi, czy łatwość spełniania ich pragnień. Electronic Arts nie zawiedli po raz trzeci. O ile mnie pamięć nie myli pierwsza część The Sims powstała 10 lat temu. Od tego czasu twórcy dopracowali kilkanaście różnych dodatków do tej części – Randka, Kariera, Zwierzaki, Wakacje… Ale graczom wciąż było mało, stąd The Sims 2 z wieloma funkcjami, które w części pierwszej się nie pojawiły, jak choćby rodzenie dzieci i starzenie się naszych bohaterów. Wiele o drugiej części nie napiszę, ponieważ jak się pojawiła, żaden komputer w moim domu nie był w stanie spełnić wymagań graficznych. Gra bowiem była w pełnym 3D.

W 3D jest również The Sims 3, a ja zdążyłam nadgonić postęp cywilizacyjny i na MacBooku z procesorem Intel C2D, 2 GHz i 2 GB pamięci RAM gra po prostu śmiga. Instalacja była prosta jak parasol (z resztą jak każda na Maku) jej jedyny minus jest taki, że trwa ponad 50 minut (ponad 6GB); zacząwszy instalację po 12 w nocy, możecie się domyślić, że grałam dopiero następnego dnia. Całego następnego dnia, muszę dodać.

Gra jak zwykle oferuje dobrze dopracowaną pomoc i okienko z powiadomieniami pojawia się, jak tylko może pojawić się coś trudniejszego. Cały system powiadomień o zdarzeniach przypomina mi powiadomienia Growl.
Kto zna grę, wie o co chodzi; rozpoczynamy od stworzenia rodziny lub od wyboru już istniejącej, po czym musimy ją gdzieś zakwaterować. Miejsca jest multum. Wybieramy pustą parcelę i budujemy od zera, lub kupujemy dom; do wyboru – umeblowany lub nie. Wprowadzamy rodzinkę i… uświadamiamy sobie, że to dopiero początek. Przed nami wiele godzin spędzonych nad wyborem kariery naszego Sima. Wiele godzin obserwacji, w czym nasz Sim jest dobry, bo każdy ma inną osobowość i inne pragnienia. Od nas zależy, jak szybko będziemy się pięli po szczeblach kariery i jak szybko nasz Sim będzie się starzeć (funkcję tą można wyłączyć w opcjach).

Gra jest dopracowana w najdrobniejszych szczegółach (np. można złapać motyla w parku, sprzedać go, oddać nauce, trzymać w klatce w domu lub wypuścić na wolność…). I jest po prostu bardziej naturalna, bardziej podobna do prawdziwego życia (pojawiają się dni wolne od pracy). Jest więcej opcji przy każdym przedmiocie i przy każdej osobie… Możemy zmieniać kolor praktycznie każdego przedmiotu od mebli poprzez tapety na kolorze szminki Sima płci żeńskiej skończywszy.
To, co mnie pozytywnie zaskoczyło i czego mi brakowało w TheSims 1, to na przykład możliwość zakupu roweru i samochodu. (“Roweru Błażeja” notabene; nazwy są tak zabawne jak w pierwszej części; poradnik do gotowania nosi tytuł “Bo zupa była za słona”. Za tłumaczenie gry na język polski daję piątkę). Całe miasteczko Simów jest w pełni funkcjonującą jednostką osadniczą z ośrodkami kultury wyższej (teatr, muzeum, biblioteka…), fizycznej (siłownia, salon spa…) oraz z pełnym asortymentem usług spełniającym wysokie i niskie potrzeby mieszkańców (spożywczak, park, plaża, stawy, księgarnia, szpital, biurowce, lokale gastronomiczne…). W punktach tych Simy mogą nie tylko kupować, pracować, czy odpoczywać, mogą też za odpowiednią opłatą uczestniczyć w kursach i tym samym doskonalić swoje umiejętności.

Zdjęcie powyżej: Asia pisząca recenzję :)
Zwykły telewizor nie służy już tylko do zaspokajania rozrywki, można przed nim ćwiczyć aerobik! Na stoliku nocnym można teraz położyć cztery małe przedmioty, a nie jeden – budzik, lampkę, kwiatka i np. telefon. Dom może mieć więcej niż dwa piętra, a schody nie są już wąskie na jedną osobę. Każdy Sim nosi przy sobie komórkę i potrafi czatować; ma też zawsze przy sobie kilka drobiazgów, po które nie musi wstawać – wśród nich są książki. Książek jest zdecydowanie więcej w grze; jest też możliwość napisania własnej. (Mój bohater – lekarz, naukowiec – wydał właśnie książkę pod tytułem “Naziemny Zderzacz Kwadrylionów”, która trafiła do wszystkich skrzynek pocztowych w mieście:)).

Oprócz tych moich “ochów” i “achów”, są też wyrażenia z gatunku “buuu”. Simy mogłyby szybciej nabywać umiejętności i szybciej regenerować siły. Przyspieszenie gry nawet “na czwórkę” (maks), pozwala mi przygotować trzy-daniowy obiad dla 4-osobowej rodziny;) Oczywiście przesadzam, ale po prostu takie tempo gry to strata czasu. Sim śpi i przez dobre kilka minut nic się w grze nie dzieje.

Po jednym dniu zabawy stwierdzam z całą pewnością, że twórcy chcieli trafić do szerokiego grona miłośników tego typu gier. Stworzona osada zaspokoi potrzeby gracza, który nie będzie musiał sięgać po dodatki… podejrzewam, że do czasu. Kto raz polubił tą grę, zawsze będzie do niej wracać, niezależnie czy ma 13 lat, 23 czy więcej…