Świetny tekst na stronie Macworld wyjaśniający prostym językiem czym jest, a czym nie jest Thunderbolt (TB). Gorąco polecam.
W tekście znajdziecie odwołania do Apple Display Connector (ADC), czyli technologii którą Apple używało niemal dekadę temu do łączenia monitora z komputerem – z założenia ADC miało dostarczyć w jednym kablu sygnał wideo, audio, zasilanie (do 100W) oraz dane (USB) w obie strony, z i do komputera.
Wiele lat temu, kiedy Apple promowało ADC nikt inny nie podjął się używania tego rozwiązania, a także w końcu firma z Cupertino się poddała, zastępując ADC wtyczkami DVI (tylko wideo).
Jednak ktoś zapamiętał komfort używania ADC i prawdopodobnie to było zalążkiem do prac nad TB – nie dalej jak wczoraj miałem przyjemność podpiąć 20-calowy Cinema Display wtyczką ADC do wiekowego PowerMaka. Jeden kabel załatwił wszystko, włącznie z podpięciem klawiatury i myszy przez monitor do komputera.
Dziś Apple wyciągnęło lekcję z ADC i postarało się, aby Mini DisplayPort stał się standardem, podobnie jak TB – systemy mają odpowiednie wsparcie dużych światowych firm technologicznych (Intel, Dell) więc raczej nie skończą jak ADC.
A co oznacza Thunderbolt dla przeciętnego użytkownika dziś? Wygodę, głównie. Prędkości zauważy nieliczna grupa power-userów1, ale wygodę docenią wszyscy.
Weźmy na tapetę np. sprzedawane obecnie monitory. Jeśli nosicie laptopa między domem a pracą, aby podpiąć do do niego monitor, kamerę internetową, dysk, głośniki, mysz i klawiaturę jest duża szansa, że zajmuje to chwilę. A nie zapominajcie, że do komputera musi być jeszcze dostarczone napięcie.
Teraz wystarczy podpiąć laptopa do prądu, a do wtyczki TB podpiąć monitor. Do niego może być podpięta calusieńka reszta sprzętów, z dyskami, myszą i klawiaturą na czele.
Ja nie mogę się doczekać.2