WWDC07 – czas wracać… niestety.
Tomasz Kaczmarek, 16.06.2007 0.27
Uff… no i mija prawie cały tydzień naszej obecności na WWDC07 w San Francisco. Nasze odczucia? Hmm… jak najbardziej pozytywne! Każdy z nas starał się wynieść z wykładów tak dużo jak tylko mógł. Poznaliśmy wielu wspanialych ludzi, także z Polonii mieszkającej tu na stałe w USA. Naprawdę ten wyjazd trwał zbyt krótko jak dla nas, tyle jeszcze chcieliśmy zrobić, porozmawiać z ludźmi, słowem nałapać kontaktów. Był to dość męczący tydzień, wykłady i laboratoria trwały od rana do późnego popołudnia, do tego zwiedzanie, spotkania, imprezy Mac – User’owe.
W czwartek Apple uraczył nas imprezą w Yerba Buena Gardens – WWDC Bash, centrum San Francisco, wokoło drapacze chmur i w środku oaza zieleni, a w niej my. Jedzenie (smaki San Francisco, kuchnia japońska, chińska i amerykańska), napoje (w tym także z procentami) za darmo i w dowolnej ilości. Do tego koncert zespołu Ozomatli z L.A., ciekawa muza, połączenie południowych rytmów, rock’a oraz wpływów rap’u z ulic L.A ;-)
Wracając do samej konferencji, Apple bardzo przestrzega “Confidential Policy”, czego skutkiem jest niemożność otwartego pisania, dzielenia się notatkami czy materiałami z WWDC Attendee Site z resztą Mac’owego świata. Szkoda, bo nowalijek jest sporo (patrząc z mojego punktu – programisty).
Co po konferencji? MUSIMY ZAGRZAĆ NASZYCH RODAKÓW DO PRACY! Jak? Jakieś obowiązkowe spotkanie sceny developerskiej, musi nas być więcej za rok na WWDC08 jeżeli chcemy być zauważeni przez Apple’a jako zaufanych partnerów. Jest tu niesamowicie silna grupa z Niemiec oraz Francji. Nawet rosjan była całkiem pokaźna grupa. Póki jest się studentem warto postarać się o scholarship na WWDC08.
Podsumowując, wracamy pełni pomysłów i sił, staliśmy się bardziej… open minded 8-) Ta impreza naprawdę potrafi dać niesamowitego kopniaka! Naprawdę, musimy się zebrać i zacząć tworzyć coś konstruktywnego, nawet gdy nie przyniesie to od razu profitów. Inaczej nigdy nie zostaniemy zauważeni, a trzeba się spieszyć bo konkurencja nie śpi… np. w formie grupy rosjan z MacBook’ami Pro pod pachami ;-)
No cóż, pozostaje mi pozdrowić Was wszystkich… po raz ostatni ze słonecznego San Francisco we wspaniałej Californii. Do zobaczenia w Polsce!
Tomasz.
Blip
Flaker
Twitter
Facebook