Bartosz stwierdza, że tegoroczne keynote Jobsa to wiele hałasu o nic.
Paweł (M@kowiec) przejrzał wszystkie “nowości” i każdą obszernie opisał.
Generalnie wrażenia po wystąpieniu CEO Apple nie są tak entuzjastyczne jak na przykład rok temu.
Do tego grona dołącza kolejna osoba komentująca dla Apple Blog, Michał Karzyński (zostań sam autorem Apple Blog).
Oddaję głos do studia:
Czekaliśmy, czekaliśmy i wreszcie doczekaliśmy się tegorocznego WWDC i
wystąpienia pana Jobs’a. Niestety, muszę powiedzieć, że osobiście
jestem dość mocno rozczarowany tym co zostało zaprezentowane. Liczyłem
na dużo więcej nowości i myślę, że wielu innych Mac fanów jest równie
zawiedzionych.
Zacznijmy od pozytywów:
- Nowy Dock z szufladkami
- Coverflow i Quickview w Finderze
- Pełna 64-bitowość nowego systemu
- Możliwości nowego iChat
- “Back to my Mac” – pierwszy dobry powód, żeby płacić za .Mac
- Command and Conquer 3 na Mac’u :)
Większość tych rzeczy to możliwości Mac OS X 10.5 Leopard, na który czekamy już od zeszłorocznego WWDC. Czekamy i czekamy.
Co się nie spodobało:
- Spotlight
Możliwość przeszukiwania innych komputerów za pomocą Spotlight, to zdecydowany plus. Jednak, to czego w tym programie przede wszystkim brak to prędkości wyszukiwania. Spotlight powinno umożliwiać szybkie uruchamianie programów (ala Quicksilver), nawet Vista ma taką opcję. Obawiam, się ze brak demonstracji tej możliwości oznacza, ze Spotlight nadal potrzebuje kilku sekund, żeby cokolwiek znaleźć; a to niestety uniemożliwia naprawdę szybkie włączanie programów. - Dashboard

To dla mnie tez duży zawód. Funkcjonalność Dashboard jest super, ale czekanie 5-10 sekund, aż wszystkie widgety się załadują powoduje, że używam tego rozwiązania raczej rzadko. Miałem nadzieję, ze nastąpi tu jakaś rewolucja, a tu absolutnie nic. Aż strach to mówić, ale na przód wysuwa się Vista, gdzie zawsze widoczny “Sidebar” ma możliwości, których będzie brakowało w Leopardzie. - Parallels / VM Ware
Cóż, dobre wieści dla producentów tych programów, ale gorsze dla nas. Programy te kosztują $80, czyli 2/3 ceny systemu operacyjnego Maca. Miałem serdeczną nadzieję, że ich funkcjonalność zostanie wbudowana do systemu, ale nic z tego… - Brak prezentacji nowego sprzętu
Żeby nas trochę rozbawić Steve mógł powiedzieć choć kilka słów o nowych komputerach. Przydałoby się chociaż wspomnienie o chipsecie Santa Rosa. - Nazwanie Safari środowiskiem programistycznym
Największy zarzut dotyczy iPhone. Nie tylko nie udostępniono developerom (na ich konferencji) żadnego środowiska do pisania programów dla tej platformy, ale na dodatek Steve starał się sprzedać przeglądarkę Safari jako takie środowisko. Programy, które można napisać dla Safari nazywa się stronami internetowymi. Podobno w iPhone nie będzie nawet wtyczki Macromedia Flash. Proszę niech mi ktoś wytłumaczy jak się pisze Skype w AJAX’ie…
Nie ukrywam, ze jestem trochę zawiedziony doniesieniami z San Francisco. Nadal jestem fanem Apple, ale nie znaczy to, ze muszę każdy ich krok obserwować bezkrytycznie.